„Cztery pory mroku”, z wydawnictwa Fabryka
Słów, to zestaw dziesięciu opowiadań z kręgu ogólnie przyjętej
grozy. Akcja każdego z nich ma miejsce w kraju Wujka Sama za Wielką Wodą
a klimat od razu kojarzy się z twórczością Stephena
Kinga. Jednakże, dzięki Bogu, Paliński NIE kopiuje mistrza, NIE
produkuje zamulającej sztampy, NIE sili się na amerykański tani blichtr.
Od zbioru wieje pomysłowością, wspaniałym pisarskim stylem, krwistym
językiem i wieloma jeszcze, całkowicie pozytywnymi aspektami wśród
których NIE znajdziecie nudy i wtórności.
środa, 25 stycznia 2012
sobota, 17 grudnia 2011
24H
Po dwudziestu czterech godzinach spędzonych w pracy ciurkiem pisanie czegoś bardziej skomplikowanego niż lista zakupów na święta przychodzi z trudem. Trzeba jednak pisać, ponieważ czasu brak, a brak czasu jako usprawiedliwienie dla zaniechania to chyba najgorszy rodzaj usprawiedliwienia pod słońcem. Brakiem czasu ludzie usprawiedliwiają wiele rzeczy, a potem - dup! - dziwią się samym sobie, jak to im się wszystko popieprzyło. Kompletny truizm, prawda? Czemu jednak tak powszechnie eksploatowany?
Zawsze uważałem, że na pewnym etapie pisanie staje się obowiązkiem i tak należy je traktować, obowiązkowo. Wyznaczyć sobie konkretne godziny, ilość słów na dzień - to nie jest nic nowego, wielu łapiących za pióro tak właśnie postępuje - problem leży w kwestii następującej: kto w tym obowiązku wytrwa. Ja miałem ostatnio kłopoty z dyscypliną. Układ zmiennych w moim życiu, układ gwiazd, wpływ złych sił, można to nazwać jak tam sobie chcemy, w każdym razie, coś mi rzucało kłody pod nogi. Teraz to się zmienia.
Ukończona powieść "Twoje oczy rejestrują śmierć" oczekuje na decyzję wydawcy, kolejna "Schorzenie" chyli się ku końcowi. Zbiór opowiadań - zaplanowany. To tyle w kwestii postanowień noworocznych.
Jestem z tego powodu szczęśliwy. Chciałem się tą radością w możliwe najszczerszy sposób podzielić.
piątek, 9 grudnia 2011
Chin up!
Strona przeszła lifting. Wojciech A. Rapier, facet, który odnalazł mnie w sieci i założył fanowską stronę dał mi do zrozumienia, że mój blog w dotychczasowej formie, nie nadąża za czasem i oczekiwaniami. Być może i teraz niewiele się w nim poprawiło (co będę starał się zmienić), jednakowoż, w moim przekonaniu, nie nadąża on teraz z pewną, powiedzmy sobie, klasą; co więcej, cały czas przyśpiesza. Poprzedni "visage" można było o kant dupy potłuc - na samo wspomnienie jeżą mi się włosy na głowie. Jeżeli oficjalny blog oddaje mój szacunek do czytelników i vice versa, to cieszę się, że nie spłonąłem na stosie. Mea culpa. Biorę się do roboty.
czwartek, 8 grudnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)