wtorek, 17 sierpnia 2010

TRICON 2010

Zapraszam serdecznie do Cieszyna. A już w Cieszynie zapraszam na panel Horror na granicy nurtów, który odbędzie się w sobotę o godz 17.00, a którego będę jednym z uczestników. A po panelu zapraszam na piwo. Do zobaczenia!

niedziela, 25 lipca 2010

Back to the village

Wróciłem z urlopu. Urlop ma to do siebie, że kiedyś się kończy - rzecz niby spodziewana, ale u mnie wywołała szok. Dwa tygodnie campowałem po całej Europie, nawinąłem na koła coś ponad 5200 km, z czego tysiąc sześćset w, bagatela, ostatnie 19 godzin aby powrócić do naszego kochanego kraju, z przemożnym przeświadczeniem, że może geograficznie to my w tej Europie jesteśmy, ale już kulturowo, to raczej nie. Przykre to, ale prawdziwe; jak to powiedział Johnny Knoxville - Polska to Meksyk Europy. Naprawdę, z bolącym sercem, ale trudno mi się z tym nie zgodzić. Spotkamy się kiedyś przy piwie to więcej Wam o tym opowiem.

Co do rozterek czytelniczych:

"Jezus na marsie" kontra skromne mua - 1:0; ta książka zdecydowanie mnie przerosła.

"Październikowa kraina" - zawiedzione nadzieje; za dużo Bradbury'ego w Bradbury'm; zbyt nierówno Bradbury'm w Bradbury'ego?




"Historia twojego życia" - kazała zastanowić mi się nad tym, czy w ogóle rozumiem współczesne sci-fi...

wtorek, 1 czerwca 2010

Communication breakdown


Nadmiar pracy okazuje się dawać u mnie szereg objawów, z których, prócz obolałych od stukania w klawiaturę palców, najwyraźniej zaznacza się kłopot z komunikacją. Dawno nic nie pisałem na blogu, ponieważ, paradoksalnie, pisanie właśnie zajmowało mnie ostatnio ponad wszelką miarę; niby taki pisarski ciąg to powód do zadowolenia, lecz gdzieś pośrodku tegoż ciągu, okazało się, że każde dodatkowe zdanie, ba, słowo, wyklepane ponad dzienny limit znaków który sobie narzuciłem, budzi we mnie organiczną wręcz niechęć. Teraz ciąg minął, przetrzymałem wiosenne przesilenie, sytuacja się unormowała. Na ostatnim weekendzie urządziłem sobie mały odwyk od literatury, leniuchowałem bezwstydnie i do przysłowiowego oporu, i ze zdziwieniem odkryłem, że leniuchowanie w pisarskiej rutynie także jest ogromnie ważne. Wręcz, twórcze. Fascynujące!

Całkowite wyzdrowienie (powrót z literackiego upojenia?) jednak jeszcze nie nastąpiło i jako, że zadręczony klasykami umysł, wciąż wzdraga się przed zaglądaniem pomiędzy okładki ich powieści postanowiłem, spróbować czegoś spoza kręgu własnych zainteresowań. Mam teraz na tapecie powieść Farmera „Jezus na Marsie” - już sam tytuł jest tak odświeżająco absurdalny, że czuję, jak pod wpływem lektury rosnę w siłę. Zupełnie cudowna rzecz: jak tylko skończę na pewno podzielę się wrażeniami.

Co do lektur, które do tej pory przeszły przez moje ręce:
„Źródła” nie będę oceniał, bo nie jestem godzien.
„sen_numer_9” pochłonął mnie bez reszty.
„Nieszczęśni” to mocna, osobista rzecz; trudno zamykać coś tak przejmującego w jakiejkolwiek punktowej skali.

środa, 21 kwietnia 2010

Magazyn "Esensja" jest za!

19.00. Podobno nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca. Niemniej, zaryzykuję

Być może słowo „zachwyt” nie najlepiej określa wrażenia z lektury książki pełnej okropieństw i ohydy, ale nie sposób go tutaj nie użyć. Paweł Paliński uczynił mnie piewcą makabry.

Całość esensyjnej recenzji tutaj