Oto Konkurs. Co tu dużo mówić... Do piór!
Moje ciało, moje więzienie
wtorek, 3 lipca 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012
Killer dishwashers from outer space
Nauczyłem się dzisiaj obsługiwać zmywarkę. Umiejętność błaha
lecz w szerszej perspektywie, dostarczająca mi doznań naprawdę
transcendentalnych – oto bowiem po raz kolejny zapanowałem nad maszyną, a
czymże jest historia ludzkości niż pasmem produkcji i zmagań się z coraz to
bardziej skomplikowanymi maszynami. Począwszy od zaostrzonego kamienia, którym
praprapra(pra)pradziad garbował jakąś zawszoną skórę, przez topór, który
pradziadowie, wbijali sobie w plecy, a na satelitach kończac, ludzkość ułatwia
sobie życie – jednocześnie niezmiernie je komplikując. Zmywarka ma zmywać za nas naczynia, to fakt.
Wystarczy chcieć. Co jednak gdy nasze wybory na tym się nie kończą? Albowiem, nie wystarczy wdusić
pojedynczego przyciska, trzeba jeszcze wybrać odpowiedni program i dolać
takiego niebieskiego płynu co to niby pieni się i nadaje połysk. Który
przycisk, jaki program, ile płynu? To nie są łatwe pytania. Czy Eco, gdy chcemy
być Eko, czy Rapid, gdy nam się śpieszy? Jak ułożyć talerze, aby woda omyła je
z każdej strony i nie pozostały te okropne zaschnięte resztki, na samym
obrzeżu? Jak umieścić garść widelców aby nie chrzęściły przez najbliższą
godzinę? Czym umilić sobie oczekiwanie na końcowy efekt – filmem raczej nie,
muzyką też, bo sprzęt cokolwiek huczy… Te i inne pytania zaprzątają mi teraz głowę.
Podobno zmywarka wzięła na swoje białe, laminowane barki część mojej pracy.
Wcale nie czuję, żeby było mi przez to odrobinę lżej…
Ach, i jeszcze można na mnie głosować w SFINKsie! Co na to zmywarka? Mruczy: szumszumszumszum.
środa, 25 stycznia 2012
Cztery razy NIE.
„Cztery pory mroku”, z wydawnictwa Fabryka
Słów, to zestaw dziesięciu opowiadań z kręgu ogólnie przyjętej
grozy. Akcja każdego z nich ma miejsce w kraju Wujka Sama za Wielką Wodą
a klimat od razu kojarzy się z twórczością Stephena
Kinga. Jednakże, dzięki Bogu, Paliński NIE kopiuje mistrza, NIE
produkuje zamulającej sztampy, NIE sili się na amerykański tani blichtr.
Od zbioru wieje pomysłowością, wspaniałym pisarskim stylem, krwistym
językiem i wieloma jeszcze, całkowicie pozytywnymi aspektami wśród
których NIE znajdziecie nudy i wtórności.
sobota, 17 grudnia 2011
24H
Po dwudziestu czterech godzinach spędzonych w pracy ciurkiem pisanie czegoś bardziej skomplikowanego niż lista zakupów na święta przychodzi z trudem. Trzeba jednak pisać, ponieważ czasu brak, a brak czasu jako usprawiedliwienie dla zaniechania to chyba najgorszy rodzaj usprawiedliwienia pod słońcem. Brakiem czasu ludzie usprawiedliwiają wiele rzeczy, a potem - dup! - dziwią się samym sobie, jak to im się wszystko popieprzyło. Kompletny truizm, prawda? Czemu jednak tak powszechnie eksploatowany?
Zawsze uważałem, że na pewnym etapie pisanie staje się obowiązkiem i tak należy je traktować, obowiązkowo. Wyznaczyć sobie konkretne godziny, ilość słów na dzień - to nie jest nic nowego, wielu łapiących za pióro tak właśnie postępuje - problem leży w kwestii następującej: kto w tym obowiązku wytrwa. Ja miałem ostatnio kłopoty z dyscypliną. Układ zmiennych w moim życiu, układ gwiazd, wpływ złych sił, można to nazwać jak tam sobie chcemy, w każdym razie, coś mi rzucało kłody pod nogi. Teraz to się zmienia.
Ukończona powieść "Twoje oczy rejestrują śmierć" oczekuje na decyzję wydawcy, kolejna "Schorzenie" chyli się ku końcowi. Zbiór opowiadań - zaplanowany. To tyle w kwestii postanowień noworocznych.
Jestem z tego powodu szczęśliwy. Chciałem się tą radością w możliwe najszczerszy sposób podzielić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)